Szukaj
  • Nina Wieretiło

Na jakie studia NIE warto iść? Czyli o uczelniach-krzakach.

Ten artykuł to stąpanie po grząskim gruncie. Ale co tam, po konsultacjach z wieloma osobami, które nieświadomie podjęły naprawdę złą decyzję co do uczelni lub kierunku studiów, wiem, że jest to temat, który musimy poruszyć. Dziś o "czerwonych flagach".

Jak wybrać uczelnię za granicą

Decyzję o wyborze kierunku i uczelni podejmujecie zwykle mając 18-20 lat, nie wiedząc jeszcze za wiele o dostępnych opcjach, nie znając za wielu osób, które już podjęły takie decyzje, a co dopiero ukończyły te uczelnie i weszły na rynek pracy. W polskich szkołach ani nawet polskim Internecie nie mieliście dotychczas dostępu do rzetelnej wiedzy o studiach za granicą. To właśnie dlatego powstało Perfectly Schools i Perfectly Blog, ale nie o tym dziś. Dzisiejszy artykuł zainspirowany jest obserwacją, że na Wasze decyzje co do kierunku i uczelni wpływają często ludzie, firmy, fundacje (i "fundacje") lub same uczelnie, którym niekoniecznie zależy tylko i wyłącznie na Waszym dobrze. By ułatwić Wam bardziej świadome decyzje, odsłaniamy dziś "czerwone flagi".


Skąd fenomen uczelni-krzaka? Dlaczego ktokolwiek wybiera takie uczelnie?


Decyzję co do studiów rzadko kto podejmuje w pełni samodzielnie. Rodzice, znajomi czy nauczyciele są zwykle równie nieświadomi ogromu opcji, ich wad i zalet jak Wy, gdy wyruszacie na tę przeprawę. Tu na scenę wkraczają różni doradcy od studiów za granicą, w formie firm, fundacji lub osób prywatnych. My również (zespół Perfectly Personal) jesteśmy takimi doradcami. To, co nas odróżnia od 99% podmiotów na rynku to bezwzględna polityka "obiektywnej opinii" - jeśli uważamy, że najlepszą opcją dla Ciebie jest nieskorzystanie z żadnego doradztwa i zostanie na studiach w Polsce, powiemy Ci to wprost na pierwszym spotkaniu, a także niepodejmowanie przez nas żadnych współpracy z uczelniami, które płaciłyby nam za sugerowanie Wam, że są świetnym wyborem. Wasza najlepsza możliwa decyzja (w świetle Waszych planów, marzeń, ambicji i możliwości finansowych) jest naszym najwyższym priorytetem. Tu nasuwa się pytanie - co niby inni robią inaczej?


Pewnie zastanawiacie się, dlaczego ktoś miałby polecać Wam opcje, które wcale nie są dla Was najlepsze. Odpowiedź jest najprostsza z możliwych - jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Kto i jak przykłada rękę do szkodliwych praktyk na polskim rynku edukacyjnym? Podmioty te można skategoryzować jak niżej:

  • Firmy i fundacje doradcze opierające się na modelu prowizyjnym, zwykle ukrytym pod przykrywką "uczelni partnerskich". Na polskim rynku istnieje wiele firm czy spółek innego typu (często łączącym działalności jako firma i fundacja celem optymalizacji), które "na jedną nogę" oferują doradztwo w aplikacji na prestiżowe uniwersytety, a "na drugą nogę" oferują darmowe doradztwo w aplikacji na uczelnie, na które dostanie się praktycznie każdy i pobierają od takich uczelni opłatę "od łebka". Darmowe doradztwo zwraca się więc firmie tak długo, jak długo uczeń zdecyduje się na pójście na taką uczelnię i zapłacenie tam czesnego. Pomoc w aplikacji jest tu raczej iluzją, bo na taką uczelnię dostał by się każdy. Dzięki temu firma taka zarabia zarówno na ambitnych uczniach z dobrymi ocenami i osiągnięciami, oferując im doradztwo w aplikacji na dobre uczelnie, jak i na uczniach h, którzy na te najlepsze uczelnie mają małą szansę. Nie krytykowałabym tej praktyki gdyby tym słabszym akademicko uczniom nie sugerowano, że (a) uczelnie, na które aplikują są prestiżowe i warto na nie iść i (b) do aplikacji na nie potrzebna jest pomoc. Krytykuje, ponieważ w tym roku miałam styczność z min. 5 osobami, które albo z takich uczelni trzeba było wyciągać i aplikować gdzie indziej, albo ogromnie żałują, że na nie poszły. Dla mnie to sytuacja nie do zaakceptowania.

  • Osoby prywatne, nazywający się doradcami (consultants), często zagraniczni, praktykujący to samo, co powyżej. Często starają się ze wszystkich sił wdać się w łaski dyrekcji prywatnych szkół (najlepiej IB) i zyskać łatwy dostęp do wszystkich ich uczniów. Tak jak w sytuacji powyżej, mocniejszym akademicko uczniom oferują tradycyjne doradztwo, a słabszych, jak wyżej, kierują do "zaprzyjaźnionych" uczelni.

  • Uczelnie. Zwłaszcza po Brexicie, wiele brytyjskich uczelni stanęło na skraju bankructwa. To dlatego, że aplikanci z UE zaczęli coraz bardziej aplikować na zasadzie "jak dostanę się na uczelnię z TOP10 to idę, jak nie, to odpuszczam (na ten rok) temat". Uczelnie z dołów rankingów zaczęły więc cierpieć na znaczny niedobór studentów. Przychody uczelni są bezpośrednio zależne od liczby studentów i płaconego przez nie czesnego, więc biorąc pod uwagę, że na czesne nałożony jest górny limit i większość uczelni i tak pobiera maksymalną możliwą stawkę, jedyny lewar, którym można tu operować jest liczba studentów. Gdy ona spada, uczelnia zostaje bez pieniędzy na utrzymanie kadry akademickiej, administracyjnej, badań, sprzętu, budynków i wielu innych, pogarszając jeszcze warunki dla już studiujących tam studentów. To kolejny powód, dla którego naprawdę nie warto iść na uczelnię poniżej TOP20. I właśnie z tego powodu w ostatnich latach widzimy coraz więcej reklam uczelni, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, targów uczelni (online i offline), specjalnych ofert (zwanych czasem stypendiami, ale o tym mowa poniżej itp.) Pamiętajcie, że najlepszą reklamą uczelni nie jest reklama płatna czy zorganizowane za duże pieniądze targi, tylko rozpoznawalność zbudowana przez dostarczanie jakości przez lata. Jakość to z kolei satysfakcja studentów i osiągnięcia absolwentów na rynku pracy. Te dwa z kolei są odwzorowane w oficjalnych rankingach uczelni, jak QS World University Rankings czy World University Rankings | Times Higher Education. Jeśli uczelni nie ma tam w TOP20, to chyba już rozumiesz, po co jej płatna reklama.

Jak rozpoznać uczelnię-krzak? Czerwone flagi

  1. Niska widoczność w rankingach. Rankingi to nie wszystko, słyszymy na każdym spotkaniu ze szkolnym doradcą zawodowym (osoby, które ogromnie szanujemy!). To prawda, to na pewno nie wszystko. Każdy z nich pokazuje co innego, ponieważ mają różnie ustawione wagi dla poszczególnych czynników, i inne mierniki tych czynników. Wciąż jednak w dużej mierze sygnalizują one jakość danej uczelni, jej rozpoznawalność na rynku pracy i wśród innych uczelni, na które potem będziecie być może aplikować na kolejny stopień studiów. Sugerowałabym więc nie aplikowanie na uczelnie poniżej TOP20 dla danego kraju lub TOP50 dla świata. Oczywiście, jeśli dana uczelnia oferuje idealny dla Was kierunek, ma profesora, z którym chcecie pracować lub jakikolwiek inny unikalny dla niej element, sprawiający, że wiecie że to jest "Wasza uczelnia", to nie patrzcie na rankingi. Takie przypadki są jednak rzadkie.

  2. Duża liczba "stypendiów". Pamiętajcie, że uczelnia to też biznes. Wiele "stypendiów" to po prostu zniżki ukryte pod bardziej przyjemną dla ucha, nawiązującą do (mitu) merytokracji nazwą. Medal mnogości stypendiów na danej uczelni ma dwie strony: pozytywną - jeśli dana uczelnia ma dużo stypendiów, to być może ukończyło ją wiele osób, którym bardzo dobrze się dziś powodzi i fundują te stypendia - tak często jest na renomowanych amerykańskich uczelniach, a także na Oxfordzie i Cambridge; i negatywną - dużo stypendiów pokrywających 5-20% czesnego sugeruje, że uczelnia ma problem z zapełnieniem liczby miejsc i chce skusić wahających się aplikantów przynętą finansową. Napisze o tym oddzielny artykuł, ale na dziś sugeruję, by policzyć sobie, ile finansowo da Wam dana uczelnia (znaleźć w internecie lub oszacować różnicę w zarobkach między nią a alternatywą) i policzyć, w jakim okresie Wam się zwróci ta inwestycja. Jest mała szansa, że obniżka wielkości 5-20% znacząco wpłynie na tę kalkulację, ale szczerze zachęcam do obliczeń.

  3. Online. Tak, wiem, studia stacjonarne są tak bardzo 2019. Nadeszły nowe czasy, rzeczywistość post-pandemiczna, praca zdalna i takie różne. 100% zgadzam się, że rzeczywistość się zmieniła, w wielu aspektach na lepsze. Byłam jednak na studiach (stacjonarnych i zdalnych, dziennych i weekendowych), a także pomagałam już prawie 200 osobom, które na różne typy studiów poszły i bez wahania mogę powiedzieć, że kluczowym elementem dla większości osób są nowe znajomości, które dużo trudniej zawrzeć online. Jeśli więc uniwersytet szczyci się tym, że jest 100% online, podejmujcie decyzję świadomie, zdając sobie sprawę, że nie skorzystacie za bardzo z tego ważnego elementu całej edukacyjnej układanki. Z perspektywy uczelni, online t przede wszystkim sposób na zwiększenie liczby studentów na danym roczniku i kursie przy jednoczesnym zminimalizowaniu czynszu za powierzchnię. Jestem z wykształcenia ekonomistką i w 100% to rozumiem, niemniej, osobiście nie polecam studiów 100% online i nie znam osoby, która by na ten aspekt społeczny choć trochę nie narzekała.

  4. Rankingi i nagrody wspominane na stronach uczelni. W ostatnich latach pojawił się ciekawy fenomen czy też może nisza rynkowa - "nagrody do kupienia". Za kilkaset czy kilka tysięcy funtów czy dolarów można kupić jakiś Great University Award czy jakąkolwiek inną statuetkę, odbywają się nawet gale, gdzie się je wręcza. No cóż, późny kapitalizm. Nie ufajcie żadnej wspomnianej nagrodzie czy miejscu w rankingu dopóki nie zobaczycie odzwierciedlenia tego odznaczenia w faktycznej pozycji w oficjalnych rankingach, jak QS World University Rankings czy World University Rankings | Times Higher Education..

  5. Nazewnictwo. Ten punkt może wydawać się głupi i trudny do wytłumaczenia, bez podania konkretnych przykładów, a tego nie mogę zrobić ze względów prawnych. Wciąż jednak, zakładam, ze mam tu samych mądrych czytelników, więc mam nadzieję, że się domyślicie. Przykłady:

  • University of Oxford [Another Name], University of Cambridge [Another Name], Oxford/Cambridge School of [Name of Subject], tak naprawdę wszystko zawierające w sobie fragment nazwy prestiżowej uczelni co nie jest jednak tą uczelnią. Oczywisty, wyświechtany trik marketingowy, na który jednak wielu się nabiera - "w końcu to w Oxfordzie".

  • London / EU / World [School of Whatever], [Whatever] School of New York / Paris / Berlin / Milan etc. - jak wyżej, tylko tu jedziemy na reputacji danego miasta jako ośrodka biznesowego, finansowego, kulturowego czy innego. Szkoła taka nie ma zwykle żadnych plusów poza byciem w danym mieście, choć zwykle nawet nie jest tak naprawdę w centrum tego miasta, tylko na jego obrzeżach, w niebezpiecznej, biednej dzielnicy z niższym niż w centrum czynszem z powierzchnię.

  • Global School of Banking, World School of Art, International School of Finance etc. Tak samo w Polsce jak i za granicą, powstaje coraz więcej instytucji, które mogą nawet nie mieć statusu uniwersytetu, jadą jednak na fali popularności danej dziedziny w danym punkcie w czasie lub wśród uczniów generalnie i swoje kampanie marketingowe kierują do uczniów, którzy prawdopodobnie nie dostaną się na wiodące w rankingach uczelnie. Takie miejsca to zwykle wydmuszki, z niskiej jakości standardami, słabą kadrą, zerową rozpoznawalnością wśród pracodawców itp. Wracając do punktu No. 1 - patrzcie na oficjalne rankingi.

  • University of [Airport Town]. Wiem, że to brzmi jak żart, ale one istnieją. Przynajmniej jest tam blisko na lotnisko.


Co zrobić jeśli wiem, że TOP10 uczelni jest poza moim zasięgiem, a chcę studiować za granicą?

Aplikować do TOP20. Lub do TOP30 danego kraju, ale nie niżej. Odpowiedź prosta, która może dla Was brzmieć jak wcale-nie-odpowiedź, niemniej w Perfectly na pierwszym miejscu stawiamy Wasze dobro w długim terminie (perspektywa 5-10 lat) i na wielu przykładach nauczyliśmy się już, że w perspektywie 3-6 lat lepiej radzi sobie osoba, która poszła na wiodącą polską uczelnię niż na uczelnię poniżej TOP30 dla danego kraju, z wyjątkiem USA, gdzie z uwagi na wielkość kraju i liczbę uczelni, dobrych instytucji jest dużo więcej niż 30 i śmiało można iść do TOP 50. Jeśli nie uda Wam się dostać na dobrą uczelnię na licencjat, możecie za kilka lat spróbować na magisterkę lub doktorat; pamiętajcie tylko, że będzie to stosunkowo proste do osiągnięcia tylko jeśli pójdziecie na TOP5-10 uczelnię w Polsce i dostaniecie na niej dobrą średnią na poziomie licencjatu.


Pamiętajcie też, że to, czy się dostaniecie, naprawdę zależy w 99% od jakości Waszej aplikacji (pozostały 1% to tzw. "fart" - humor osoby czytającej w danym dniu aplikacje czy jakość aplikacji innych osób). Aplikowanie na studia to sport - trzeba znać technikę i mieć przećwiczone wszystkie chwyty. To właśnie tym zajmuje się Perfectly. Po złożeniu aplikacji z już prawie 200 osobami przez ostatnie 6 lat, poznaliśmy ten proces od środka, przeczytaliśmy setki draftów aplikacji, spędziliśmy tysiące godzin na poprawianiu ich. Wiemy, z jakim pierwszym draftem przychodzą do nas nawet osoby, które pod względem profilu (osiągnięć szkolnych i pozaszkolnych) są niesamowite, niemniej nie są wyćwiczone w tym "sporcie" (aplikowaniu na studia). Zamiast ryzykować, że Twoja aplikacja również trafi od razu do kosza ze względu na jakiś mały (lub duży) szczegół, o którym nie wiesz, umów się z nami na konsultację i daj sobie pomóc.





Jak zmaksymalizować szansę, że uda się dostać do TOP10 uczelni już na poziomie licencjatu?

Aplikować do możliwie dużej liczby krajów, w których da się uczyć po angielsku (chyba, że macie to szczęście posługiwania się trzecim językiem). Studia za granicą to nie tylko UK i USA. Świetne uniwersytety istnieją też w Holandii, Włoszech, Irlandii, Danii czy Szwecji, a także mniej oczywistych Czechach i Belgii. Pomagamy oczywiście w aplikacji na studia we wszystkich tych krajach.


Co zrobić, jeśli nie jestem pewien lub pewna, że dobrze wybieram?

Pisać lub dzwonić do nas, umówić się na bezpłatną konsultację. Osób, którym zależy na Waszej przyszłości. Perfectly powstało po to, by pomóc Wam spełniać Wasze marzenia i interesy uczelni czy zewnętrznych doradców nie wchodzą nam tu w drogę. Dla wygody - dane kontaktowe są w stopce (na samym dole) strony, a darmową konsultację zarezerwować można tu.


To tyle na dziś, do zobaczenia już wkrótce, lub na umówionej przez Ciebie konsultacji.


Dobrego!

Nina

1387 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie